Dorotko! 
Trochę z łapanki sadziliśmy te drzewa. Jedziemy sobie wałem na kwaterę, a tu z dołu nawoływania, że co tak sobie wygodnie jeździmy zamiast pomóc. To byli nasi gospodarze - Iza i Jacek, którzy z gośćmi z innego pokoju sadzili 3 drzewa. No i chcąc, nie chcąc poszliśmy po żywokoły, siatkę. Ja najpierw wierciłam otwory, dość głębokie na ok 70-80cm. Chłopaki sadziły i zakopywały. Potem przygotowanie i osadzanie siatki. Ot mała przygoda z nadzieją na szum gałęzi w przyszłości.
Soniu! Już Dorotce napisałam, jak to było. A w sumie sobie posadziliśmy te drzewa, bo pewnie będziemy jeszcze tam kilka lat jeździć.
I już po świętach. Zauważyłam, że pomimo, że wiele rzeczy odpuściłam, przygotowania niemal mnie wykończyły

Siostra miała fajnie, bo ma wnuki nastoletnie, które babci posprzątały i pomogły w przygotowaniach. Ja jeszcze muszę poczekać. Ale śniadanie było pyszne, towarzystwo wesołe, pogoda dopisała tak, że mogliśmy ciasto i kawkę celebrować w ogrodzie. Była też degustacja cydru.
Dziś już nie ma gości, spokojnie odpoczywamy, byłam też na kijkach prawie 5km. Czyli święta się udały.
Zrobiłam kilka zdjęć w ogródku: