Technika nazwijmy to olejna to spryskanie rośliny mieszanką wody, sody oraz oleju jadalnego przeciwko przędziorkom. Działa, jednakże trzeba kombinować z proporcjami. Jeżeli da się zbyt dużo sody to kwiaty oraz młode listki mogą zostać porażone i opadną. Ale generalnie roślinom to nie szkodzi (oczywiście kiedy damy sodę w rozsądnych ilościach). Jeżeli da się jej za mało to nie podziała na roztocza. Ja generalnie polecam płaską łyżeczkę sody na litr wody. Dodatkowo łyżka oleju.
Jeżeli chodzi o problemy u cytrusów zimą to masz rację. Suche powietrze (szczególnie w blokach) oraz znikoma ilość światła słonecznego często powoduje ich chorowanie. Najczęściej kończy się to zrzucaniem jeszcze zielonych liści, ale rośliny dochodzą do siebie wiosną. Jednak szczególnie częstym problemem jest ich przelewanie, albo nieregularne podlewanie (zasuszanie po czym przelewanie), które powoduje zamieranie pędów, będące efektem zanikania korzeni. Taka roślina jak dla mnie jest skazana na...kompost. U mnie problemem nie było ani powietrze, ani światło, tylko źle zdrenowana ziemia. Co to znaczy? Dałem za dużo żwiru, przez co rośliny nie pobierały prawidłowo wody i soli mineralnych. Trzeba pamiętać, że sam w sobie cały korzeń nie pobiera wody, a tylko włośniki, które w tym przypadku nie miały szans się rozrastać. Mimo iż żwir był wymieszany z ziemią to ziemi było tak mało, że rośliny nawet nie odczuły jej obecności. To skończyło się powolnym zasychaniem korzeni, a podczas podlewania te zasuszone zaczęły gnić. Właśnie maleńka sadzonka pomarańczy uzmysłowiła mi, że coś jest nie tak. Po wyciągnięciu jej z tej mieszanki żwirowej, zauważyłem że korzeń nie rozrasta się we wszystkie strony (jak to zwykle bywa), a tylko jedna część jest biała, bo była wbita w kawałek kory. Po przesadzeniu do zwykłej ziemi, roślina zaczyna wypuszczać pęd. Także podkreślić należy, że cytrusy będą nam bardzo wdzięczne za rozluźnienie podłoża, jednakże nie należy robić tego żwirem, czy innego tego typu wynalazkiem. Osobiście wymieszałbym ziemię storczykową ze zwykłą i byłoby ok.
Kalamondyna wydziela zapach tylko podczas kwitnienia. Niestety, nie jestem osobiście zachwycony ich wonią. Cytrusy z reguły wydzielają przepiękny zapach, przypominający jaśmin, jednakże tu był on trochę ciężki, taki lekko męczący, ale nie specjalnie intensywny. Poza tym zazwyczaj kwiaty u choćby Cytryny Skierniewickiej (nie dość, że pięknie pachną!) to utrzymują się dobre kilka dni. U Kalamondyny już po dniu płatki opadały i zawiązały się owoce. Jest chyba cytrusem, którego zdobią owoce, a nie kwiaty. Szkoda, ale wiosną zakupię Cytrynę Meyera i tym samym będę się cieszył kwiatami, zapachem i owocami...no chyba, że znowu coś głupiego zrobię i się tego nie doczekam

.